Przygoda z podagrą (dną moczanową)
Tygodnik "Sztafeta" wrzesień 2002 Stalowa Wola

 

Do napisania niniejszego listu skłoniła mnie ostatnia rubryka Piotra Górecznego - ODCHUDZANIE i efekt jakim się ono skończyło dla przyjaciela P. Piotra.


Otóz moja przygoda z dną trwala 15 lat. Całe dorosłe życie starałem się stracić na wadze zbędny balast w ilości 20-25 kg. Stosowane były wszelkie diety cud, akupunktura, głodówki, i inne niedorzeczne świństwa. Efekt żaden. 15 lat temu myślałem że złapałem byka za rogi i mam wreszie to co lubię, a efekt będzie murowany. Była to dieta punktowa. Byłem nią zachwycony, nie chodziłem głodny, a waga sukcesywnie spadała (łącznie 15 kg), ale do czasu. Skonczyła się diagnozą - dna moczanowa, podagra - choroba nieuleczalna, ale nie zagrażająca bezpośrednio życiu. Wiadomo - dieta, milurit, colchicina, siedzenie w domu i "wycie" z bólu. Napady powtarzały się nieregularnie nawet przy poziomie kwasu moczowego poniżej normy. następnie niekonwencjonalna kuracja to sok z 200 cytryn (TOMBAK), podobno "gonił" kwas moczowy do zera. To był koszmar. Przed kuracją kwas moczowy 6,8 - atak dny, po kuracji 7,6 - atak nie ustąpił. Od marca 2001 moja "ukochana" dna nie odstepowała mnie ani na chwilę - raz mnie "pieściła" bardziej, raz mniej. Ooo.... pomyślalem, bitwa to będzie ostatnia, ktoś tu musi zwycieżyć. Był październik 2001. Kolejny zwariowany atak (kwas moczowy 7,3), odruchowo milurit, colchicyna i co? I nic.

W dniu 5.10.2001 trafił do moich rąk pierwszy z 27 odcinków najbardziej kontrowersyjnej diety świata dra J. Kwaśniewskiego - DIETA OPTYMALNA (teraz już wiem dlaczego taka kontrowersyjna). Pomyślałem, a niech to licho, niech się dzieje co chce. W tym momencie odstawiłem leki, "zrobiłem" kilka telefonów, żona pobiegla do księgarni po WIEDZĘ. A ja kazałem sobie zrobić natychmiast - omleta z 5-ciu zółtek, pół kostki masła i 10 dag. boczku - palce lizać - pomyślałem, ale co dalej? Czekam, a tu nic, drugi, trzeci dzień i nic oprócz opuszczającego mnie bólu. Cały czas wchłaniałem wiedzę z książek: "Dieta Optymalna", "Tłuste życie", 'Żywienie optymalne", www.optymalni.pl Mistrza Kwaśniewskiego z Ciechocinka.

Myślę co u licha, wszystko na opak w żywieniu i zamiast gorzej jest coraz lepiej. Poziom kwasu moczowego dochodzi nawet do 12-tu, a ja mogę tanczyć całą noc ponaglając orkiestrę. Mało tego, zamiast przytyć - schudłem 12 kg do tej pory (aktualnie 22kg - czerwiec 2003), żylaki na podudziach gdzieś pogubiłem, a o innych rzeczach nie wspomnę.
Teraz to już na pewno WIEM, że moja "denka" dostała ostatnie "pa pa".
Tak, że szanowny kolego P. Piotra - tłuste życie to jest to.

Z własnego doświadczenia widać, że poziom kwasu moczowego nie ma znaczenia przy ataku dny, natomiast już WIEM, że to samo dobro. Spoglądając z perspektywy czasu krótkiego (znam ludzi z nastoletnim stażem) widzę świat w innych barwach. Żal mi tych wszystkich dźwigających torby zakupów z hali, marketów itp. Żal mi ludzi wydających ostatnie grosze na rewelacyjne leki, kosmetyki i inne reklamowane nowości.



Stanislaw Dec